mi_fe_szelogo
pol_zw_szelogo_cd
WIADOMOŚCI  SIERPNIA  2015
mi_fe_szelogo_cd
REKLAMA        REKLAMA        REKLAMA        REKLAMA        REKLAMA        REKLAMA        REKLAMA
REKLAMA        REKLAMA        REKLAMA        REKLAMA        REKLAMA        REKLAMA        REKLAMA

Lata 2008-2013
KLASYFIKACJE
MISTRZOWIE OLIMPIJSCY
POLSCY MEDALIŚCI IO
MISTRZOWIE ŚWIATA
POLSCY MEDALIŚCI MŚ
MISTRZOWIE EUROPY
POLSCY MEDALIŚCI ME
MISTRZOSTWIE POLSKI
KLUBY SZERMIERCZE
AKADEMIA prof. Zbigniewa Czajkowskiego
Jerzy Pawłowski 1932-2005
GWIAZDA WITOLDA WOYDY
ARCHIWUM
LINKI
KONTAKT
BLOGI
KSIĄŻKI i DVD
Lata 2008 - 2013

2015-08-11
Zmarł Grzegorz Gonera W wieku 41 lat zmarł nagle Grzegorz Gonera. Zany niemal w każdym zakątku szermierczej Polski, najczęściej zajmował miejsce przy klawiaturze komputera obsługującego zawody.
Z wieloma cyklicznymi turniejami był związany od dawna, stworzył pierwszą oficjalną witrynę Polskiego Związku Szermierczego, a aplikacja jego autorstwa zapewnia prezentację wyników i statystyk współzawodnictwa sportowego PZS.

2015-08-01
Świat ucieka, świat goni
i nagrody "Akademii"

W tabeli medalowej wszech czasów mistrzostw świata w szermierce Polska zajmuje szóste miejsce i potrzeba by pewnie dekad, aby w jakikolwiek sposób zbliżyła się do piątych Niemiec. Dekad zmian i ciężkiej pracy, bo jeśli nie, to (spójrzmy prawdzie w oczy) lada chwila mogą nas w tej tabeli wyprzedzić Rumunia, Ukraina i Chiny. Na temat przyczyn takiego stanu rzeczy można zapewne napisać opasłe tomiszcze, ale fakt pozostaje faktem - świat nam ucieka, świat nas goni. Szermierze nie są już sportowcami, którzy z każdych igrzysk czy mistrzostw przywożą blachę, a po moskiewskim czempionacie medalowa arytmetyka jest jeszcze gorsza. To były piąte z rzędu mistrzostwa globu, z których nasi wrócili z pustymi rękoma. Dodajmy do tego mistrzostwa Europy (razy dwa) i mamy kryzys jakiego jeszcze nie było. Całe szczęście, że kadeci, juniorzy i młodzieżowcy wciąż zdobywają medale, pozwalając nam zachować nadzieję na lepsze jutro. Lub pojutrze. Ale może dosyć o tym i skupmy się na tym, co jest dzisiaj, a właściwie, co skończyło się niedawno, czyli na turniejach w Moskwie.

Najpierw popatrzmy tam, gdzie próżno nas szukać, czyli na tabelę medalową. Nie da się ukryć - gospodarze szczególnie gościnni nie byli. Zdobyli dziewięć medali, w tym cztery złote, cztery srebrne i jeden brązowy. Za nimi Włosi, którzy gdy wchodzili do finału, to wygrywali (przydatna umiejętność). Podobnie, jak Rosjanie, czynili to czterokrotnie i dołożyli do zdobyczy jednego "brązowiaczka". Na trzecim miejscu uplasowała się Ukraina, głównie dzięki szpadowej drużynie męskiej. Swoich hymnów narodowych udało się jeszcze posłuchać Japończykom, Chińczykom i Węgrom, co oznacza, że sześć nacji stawało na najwyższym stopniu podium. O jedną mniej niż rok temu w Kazaniu.

Patrząc więc na tę multinarodową całość, spróbujmy pobawić się w akademię filmową. To znaczy szermierczą. Z lekkim przymrużeniem oka (bo co nam pozostało?) :).

Najlepsza rola pierwszoplanowa - nagroda wędruje do Zofii Wielikiej. Była królową łowów, zdobyła dwa złote medale, a jej ostatni pojedynek w finale drużynowym z Olgą Charłan, był wisienką na torcie. Co tu dużo pisać - Zośka jest Wielika.

Najlepsza rola drugoplanowa – zdobywcą jest Aleksiej „W końcu się udało” Jakimienko. Był największą nadzieją rosyjskiej szabli i następcą Stanisława Pozdniakowa tak długo, że pierwsze indywidualne złoto na mistrzostwach świata wywalczył skończywszy już lat 31. Kiedy Pozdniakow zgarniał swój pierwszy tytuł, miał 23 lata... Jakimienko miał właśnie tyle, gdy Pozdniakow zdobywał swoje ostatnie złoto. Czyli może zbyt surowo Aleksieja ocenialiśmy. Bądź co bądź, trochę tych medali już "naprodukował", a w końcu zdobył ten najcenniejszy i upragniony.

Złota Sensacja – Dania nigdy nie była wielką potęgą szermierczą, aczkolwiek nie można też powiedzieć, że jedyne, co kojarzy się z ich sztuką fechtunku, to pojedynek księcia Hamleta z Laertesem w ostatnim akcie szekspirowskiego dramatu. Tuż przed drugą wojną światową, a zwłaszcza tuż po niej Duńczycy odnosili w szermierce niemałe sukcesy. W 1950 roku Mogens Luchow został mistrzem świata w szpadzie, a cztery lata później Karen Lachman zdobyła złoto w turnieju floretowym. I stało się, że 51 lat później na moskiewskim podium stanął kolejny Duńczyk, a mianowicie Patrick Jorgensen. Klasyfikowany na 102 miejscu w rankingu FIE dwudziestoczterolatek rozpoczął przygodę w turnieju głównym dosyć nieszczególnie. Kiedy przegrywał 11:14 w pojedynku z Martinem Capkiem, nikt, włącznie z nim, nie spodziewał się zapewne, że w tym momencie rozpoczyna drogę do brązowego medalu. To on zadał bowiem cztery kolejne trafienia, by w kolejnej rundzie wyeliminować Gabora Boczko, a następnie w derbach Skandynawii wicemistrza olimpijskiego, Bartosza Piaseckiego. Zatrzymał go dopiero w półfinale aktualny jeszcze wtedy mistrz świata, Gauthier Grumier. Cytując Egona Olsena – „Klawo jak cholera”.

Nagroda za złoty całokształt (kariery) – czyli de facto jej ukoronowanie. Bo chyba tak trzeba nazwać złoty medal, który wywalczył w szpadzie Geza Imre. A przecież Madziar ma czterdzieści jeden lat... Szermierka zawsze należała do dyscyplin, w których słuszny wiek przeszkadzał mniej niż w innych, ale z czasem i o veteranii wśród medalistów trudniej. Szpada jeszcze, jak cię mogę, bo średnia wieku wśród medalistów to dokładnie 32,5 roku, jednak w innych rodzajach broni młodzież atakuje mocniej. Szpada kobieca – 25, szabla męska – 27,5, szabla kobieca – 25,25, floret męski – 25,75, floret kobiecy – 26. Różnicę widać, jak na dłoni. Doświadczony Węgier nie miał nawet za sobą szczególnie udanego sezonu, ale w Moskwie pokazał, że kąsać potrafi bardzo sprawnie, a i zagryźć przeciwnika nie pierwszyzna. Coś brutalnie się zrobiło, przechodzimy do następnej nagrody.

Nagroda imienia Mihaia Covaliu (złota oczywiście) – Rumun znakomitym szablistą był, a i jako trener sprawdza się całkiem gracko. Kiedy wygrywał igrzyska olimpijskie w Sydney, przy stanie 14:14 nadział Mathieu Gourdain’a na linię. Odwaga, brawura i ekhm...cojones wielkości Rumunii. Co najmniej. Nagrodę jego imienia zgarnia Bolade Apithy za swoją ostatnią akcję w meczu ćwierćfinałowym z Koreą Południową. Francuski szablista przy stanie 44:44 postawił linię na ostatnim metrze i wygrał w ten sposób mecz. Klasunia.

Pozłacana nagroda publiczności za doznania estetyczne - Yuki Ota. Japończyk był dotąd mistrzem drugich miejsc, ale zanim posrebrzyła mu się od nich czupryna, sięgnął po złoty laur w diablo efektownym stylu, a na tego konia wsiadł po grzbietach florecistów z USA. Jeden z amerykańskich kibiców w czasie transmisji przyznał nawet, że czuje się jakby był świadkiem ponownego nalotu na Pearl Harbor. Skoro on mógł sobie zażartować to my też. Ota rzeczywiście był jak zwrotne i lekkie „Zero”, wśród solidnych, precyzyjnych, ale trochę przyciężkich P-40 Warhawk.

Złota Sliwka - za pobicie mistrza. A konkretnie mistrzyni. Valentina Vezzali nie może zaliczyć dwóch ostatnich imprez mistrzowskich do udanych. Za tę śliwę pod mistrzowskim okiem Złotą Śliwką muszą podzielić się dwie dojrzałe Węgierki (hłe hłe hłe). Aida Mohamed zwyciężyła Włoszkę w Montreux, a Edina Knapek w Moskwie. Mistrzostwa Europy to oddzielny turniej, ale za tamten nie przyznawaliśmy nagród, niech więc Aida ma, skoro pokonała rodaczkę Verdiego (hłe hłe hłe po raz drugi).

Złoty Kil(l)of – dla największej psui. Oczywiście Rosella Fiamingo nie popsuła sobie niczego, a drugi z rzędu tytuł mistrzyni świata to rzecz wspaniała, czego serdecznie jej gratulujemy (przekaże ktoś?). Niemniej statystycy uwielbiają różne serie, a taką piękną serię Włoszka właśnie przerwała. Otóż od 2002 roku na najwyższym podium mistrzostw świata stawała reprezentantka innego kraju! Koreanka, Ukrainka, Polka (pozdrowienia dla wspaniałej Danki Dmowskiej-Andrzejuk), Węgierka, Niemka, Rosjanka, Francuzka, Chinka, Estonka i w końcu Włoszka. I po co jej to było zwyciężać drugi raz? Dała by wygrać Emmie Samuelsson i rekord byłby dalej śrubowany. Zupełnie bez sensu.

Złota Koleina – dla tej, która się nie w porę wykoleiła. Olga Charłan miała szansę stworzyć dwuosobowe, elitarne, a do tego wybitnie ukraińskie grono. Jak dotąd jedynie Sergiejowi Gołubickiemu udało się zdobyć trzy złote medale na trzech kolejnych mistrzostwach. Charłan startowała w Moskwie jako numer jeden listy FIE i na pewno ostrzyła sobie zęby na taką gratkę. Stępiła je do szczętu Cecilia Berder, eliminując liderkę już w 1/8 finału. Specjalne wyróżnienie w tej kategorii przyznajemy także Ariannie Errigo, która stanęła przed identyczną szansą, ale w odróżnieniu od panny Olgi, przynajmniej wywalczyła medal. Na podium wyglądała jednak, jak największa zołza świata, więc po chwili namysłu wyróżnienie jej odbieramy. Będziemy się w piekle poniewierać.

Złoty Wilk – dla najlepszego młodego wilka. W tym wypadku nawet wilczycy, bo gdy stanęliśmy przed wyborem: Anna Marton czy Alexander Massialas, wybraliśmy tę pierwszą. Z kilku prostych przyczyn. Po pierwsze – Węgierka jest rok młodszym wilczkiem niż Amerykanin. Po drugie – walczy na planszach seniorskich krócej od niego i ma mniejsze doświadczenie w imprezach mistrzowskich. Po trzecie – to w końcu nasza bratanica. Po czwarte – po prostu bardziej nam się podoba i koniec tematu.

Złota Taśma (produkcyjna) – nie ma ostatnio wydajniejszej prasy do bicia złotych medali niż włoska drużyna floretowa kobiet. W ciągu ostatnich dwudziestu lat florecistki z Półwyspu Apenińskiego zdobywały tytuł mistrzowski dziesięć razy. Zwyciężyły na igrzyskach w Londynie, a potem trzy razy na mistrzostwach Europy i dwa razy na mistrzostwach świata. Trzeci laur dołożyły w Moskwie, co daje niesamowitą serię siedmiu złotych medali z rzędu. Na litość boską, niech ktoś je zatrzyma, bo Fratelli d’Italia obrzydnie nam wszystkim do reszty.

Złote Gogle Sędziowskie – sędzia też człowiek, myli się jak każdy, ale to co zrobił Bodo Vogel w meczu floretowym Włochy-Francja, było sztuką samą w sobie. Andrea Baldini i Jeremy Cadot wykonali akcję, którą na pierwszy rzut oka można by zakwalifikować jako natarcia równoczesne. Niemiec wolał się jednak upewnić, podszedł do monitora, obejrzał powtórkę i radośnie pokazał, że natarcie wyprowadził Francuz. Wszyscy na planszy, obok planszy, na trybunach i przed ekranami zdębieli, a Baldini był tak zaskoczony, że zapomniał nawet o włoskiej ekspresyjności. Problem nie leżał w interpretacji. Włoch trafił po prostu na jedną lampę. Na szczęście Vogel z pomocą kolegi zorientował się, jak wielki błąd popełnił i z rozbrajającym uśmiechem zmienił decyzję.

Tyle jeżeli chodzi o nagrody. Zaczęliśmy od występu polskich szermierzy i na nim zakończmy. Najlepiej zaprezentowała się Aleksandra Socha, która trzeci raz z rzędu zameldowała się w czołowej ósemce świata. Droga do Rio jeszcze daleka, ale Ola trzyma się na początku drugiej dziesiątki rankingu FIE i na ten moment mieści się w pierwszym rzucie kwalifikacji olimpijskiej. Oby tak dalej, oby jeszcze lepiej. Piszemy tutaj zwłaszcza w kontekście drużyny, bo co jest lepszego od polskiej szablistki w turnieju olimpijskim? Ano trzy szablistki. Aby taki efekt osiągnąć trzeba drużynie trenera Norberta Jaskota przeskoczyć w rankingu Włoszki albo utrzymać status quo i liczyć na to, że w pierwszej szesnastce nie trafi się żadna drużyna z Afryki. Zdecydowanie wolimy to pierwsze. Czwarte miejsce i wyeliminowanie broniących mistrzowskiego tytułu Francuzek pokazały, że Polki są w stanie zagościć w pierwszej czwórce. Teraz muszą się tam umocnić.

Drugim, pozytywnym dla nas akcentem moskiewskich zmagań było piętnaste miejsce Hanny Łyczbińskiej, która stała się w tej chwili najwyżej sklasyfikowaną polską florecistką. Utrzymuje zresztą solidną, równą formę od kilku miesięcy. W 1/8 finału walczyła bowiem na pucharze świata w Szangchaju, na mistrzostwach Europy w Montreux i przed tygodniem w Moskwie. Oby nowy sezon rozpoczął się co najmniej równie dobrze, a skwar Brazylii może bardzo przyjemnie dokuczyć w przyszłym roku.

Nie jest bliżej do igrzysk drużynom szpadowym oraz florecistom. Szpadzistów od Rio dzieli 60 punktów, ale już Radosław Zawrotniak ma tam zdecydowanie bliżej. Ponad połowę swoich punktów zdobył w drugiej części sezonu, dlatego bardzo ważny będzie początek kolejnego. Szpadzistki mają jeszcze dalej drużynowo, ale całkiem blisko w kwalifikacji indywidualnej. Przede wszystkim jedna z tercetu Renata Knapik-Miazga, Magdalena Piekarska i Ewa Nelip ma, przy sprzyjającym wietrze, spore szanse na awans. Również floreciści, jeżeli nie poprawią znacząco swoich rezultatów, o turnieju drużynowym w Brazylii mogą zapomnieć. W przypadku Leszka Rajskiego sprawa ma się podobnie, jak ze szpadzistkami, a jeżeli chodzi o szablistów... Jeśli, któremuś z nich nie przydarzy się prawdziwa eksplozja formy, to szczęścia będzie musiał szukać w kontynentalnym „dobijaku”, gdzie czekać będą cztery bilety do Rio oraz przeciwnicy pokroju Alexandra Cruttchetta i Fernando Casaresa. Nie jest to przeszkoda nie do przeskoczenia.

Rachunek jest prosty. Pomimo porażki na kolejnych mistrzostwach, Polska ma realną szansę na zakwalifikowanie ośmiu zawodniczek i zawodników na kolejne igrzyska. Oznacza to, że może i jest źle, ale jeszcze nie tak źle, żeby nad głową zaczęły kołować sępy i kruki, a hieny już czekały na padlinę. Polska szermierka jeszcze żyje, a najbliższy sezon pokaże czy w ciężkich warunkach zawodnicy i trenerzy potrafią przypomnieć światu, że ten powinien się z nimi liczyć.

Marek Malanowski




IGRZYSKA OLIMPIJSKIE
MISTRZOSTWA ŚWIATA
MISTRZOSTWA ŚWIATA 17 i 20
MISTRZOSTWA EUROPY
MISTRZOSTWA EUROPY 23
MISTRZOSTWA EUROPY 17 i 20
MISTRZOSTWA EUROPY 17
MISTRZOSTWA POLSKI
MISTRZOSTWA POLSKI 23
MISTRZOSTWA POLSKI 20
MISTRZOSTWA POLSKI 17 OOM
MISTRZOSTWA POLSKI 15 OOM
MISTRZOSTWA POLSKI 14
UNIWERSJADY
Angielski     Francuski     Niemiecki     Polski     Rosyjski     Włoski